Jak Cię widzą – tak Ci płacą! Wywiad z Osobistą Stylistką Aleksandrą Frątczak Biś. 👌👠

Wywiad z osobistą stylistką – Aleksandrą Frątczak-Biś.


Marcin: Dzień dobry. Dzisiaj mam przyjemność gościć Aleksandrę Frątczak-Biś – osobistą stylistykę, moja stylistkę. Osobę, która można powiedzieć, że pozmieniała bardzo mocno moją garderobę, natomiast chcę zacząć od małej anegdotki dlatego, że kilka lat temu, kiedy pierwszy raz tak poważnie zacząłem się odchudzać, mówię: dobra, teraz się zmienię, rzeczywiście schudnę. Ale w tym samym czasie też poszedłem na zakupy i ludzie w firmie powiedzieli, że pierwsze 10kg zrzuciłem właśnie po tych zakupach. Że odpowiednio dobrane ubrania z odpowiednim materiałem i kolorami spowodowały, że nagle: no Marcin…

Ola: … i w dobrym rozmiarze.

M: Tak, dlatego, że dotychczas wydawało mi się, że skoro jestem trochę większy, to muszę nosić większe ubrania, które jeszcze bardziej mnie poszerzają tak naprawdę, jak się później dowiedziałem. A wydawało mi się: no w końcu takie luźniejsze, lepiej się w tym czuję. Okazało się, że można rozmiar mniejszy ubrać i rzeczywiście od razu o wiele lepiej się wygląda.

A: Także ja odchudzam też.

M: Tak. Także dwa w jednym.

Ola zajmuje się również przeglądem szafy, analizą kolorystyczną. Dziedzinami, które dotychczas były mi zupełnie obce i nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje jak analiza kolorystyczna. A kiedy ją zrobiliśmy rzeczywiście okazało się, że można jeszcze lepiej dobierać kolory, jeszcze lepiej się ubierać, co zresztą później prezentowałem mojej rodzinie. Nic nie miałem na myśli jakby co. Ale zawsze lepiej jest wiedzieć i lepiej się ubierać. Pamiętam, jak byłem na premierze pierwszej Twojej książki. Dla mnie to było wydarzenie, bo wtedy w ogóle pierwszy raz byłem na premierze książki. Także wow! Już 20 minut wcześniej czekam, żeby być na czas, żeby na pewno się nie spóźnić. Ty dzisiaj z nami masz już 3 swoje książki. Jesteś autorką już trzech książek.

M: Jedna z nich to książka “Jak ubrać się do pracy?”. Zatem pierwsze pytanie: jak ubrać się do pracy, żeby było dobrze?

A: Uff… To jest grube pytanie. Doprecyzuję tytuł tej książki: “Jak ubrać się do pracy. Biznesowy dress code dla kobiet”. Więc tutaj od razu założenie, że jest to książka skierowana do kobiet. Natomiast, jak ubrać się do pracy, to dobrze, żeby było to zgodne z… jakbym miała odpowiedzieć jednym słowem, to bym powiedziała: spójnie. Spójnie oznacza wiele rzeczy. Oczywiście w wizerunku biznesowym czy profesjonalnym myślimy o spójności naszej roli z tym, jak jesteśmy ubrani czy ubrane w danej sytuacji. Że są takie zawody, gdzie właśnie ten dress code jest taki dosyć sztywny: bardzo oficjalny, bardzo formalny, gdzie, w przypadku mężczyzny, trzeba garnitur, koszulę, krawat, stonowane kolory. A są takie, gdzie można sobie założyć koszulę w nożyczki i kraciasty garnitur. Niby są te garnitury i koszule, ale jednak nie jest to takie formalne. To jest trochę złamane, taki smart casual. Więc po pierwsze musi być spójnie, ale spójnie nie tylko z tą branżą, nie tylko ze stanowiskiem, ale spójnie przede wszystkim z naszą osobowością albo z naszym stylem bycia…

M: Pamiętam, jak na pierwszych zakupach zaproponowałaś mi czerwone spodnie i wtedy jeszcze nie byłem na to gotowy. A dwa zakupy później sam mówię: może już? I wtedy powiedziałaś: myślę, że to jest dobry pomysł, Marcin. Jesteś na to gotowy.

A: Przecież na początku było tak, że jedynymi twoimi spodniami były dżinsy. I właściwie założenie innych spodni w granatowym kolorze, czyli kolor dalej był zachowany, to już było coś. To były jakieś chinosy, czyli to też nie był garnitur, a jednak później widać, że można mieć założony garnitur w kratę.

I trochę z pogranicza psychologii – trzeba się zastanowić, jaki / jaka w ogóle ja jestem w tym pierwszym kontakcie. Mi nie chodzi tutaj o jakieś bardzo głębokie sprawy. Faktycznie osobowościowe. Ale zastanowić się na przykład jeżeli ja jestem kobietą to, czy jestem głośna, czy jestem cicha, czy jestem nieśmiała, czy jestem przebojowa, czy wzbudzam zaufanie, czy może mam taką osobowość, że wszyscy się mnie boją, na pierwszy rzut oka jestem sztywna, formalna, czy jestem wiecznie uśmiechnięta, czy jestem rozgadana. Zastanowić się nad takimi rzeczami, które ludzie odbierają przy pierwszym wrażeniu i dopasowywać do nich swój wizerunek. Dopasowywać to znaczy powielać go, czyli jeżeli moja osobowość, moja postawa ciała, moje nawet czasami rysy twarzy, czy kolorystyka mojego wyglądu sprawiają wrażenie dystansu, czyli takiego chłodu i w moim zawodzie to się przydaje, to wtedy kontynuować to tymi właśnie np. formalnymi ubraniami, które będą w kolorystyce trochę sztywnej, nie będzie tam wzorów, wszystko będzie gładkie, bo to będzie powodowało takie wzmocnienie pierwszego wrażenia osoby. Czasem potrzebujemy to przełamać. Czasem taka osoba, która właśnie jest w pierwszym momencie zdystansowana, ma być np. przedszkolanką. Więc potrzebuje miękkości, miękkości z dziećmi, zaufania rodziców. Trzeba to dopasować bardzo mocno do siebie, także spójność jest najważniejsza.

M: Ok. Rozmawiamy o tym, że czasami bywa właśnie dress code, a czasami ludzie po prostu lubią tak się ubrać. Ja to przynajmniej tak odbieram, że częściowo to jest coś, co jest narzucone w miejscu pracy, ale też widzimy, kto jakie ma predyspozycje, bo nawet kiedy jest dress code, to widać, że ktoś lubi się trochę wychylić, chociaż poszetkę kolorową sobie wrzucić, czy skarpetki z jakimś elementem, albo chociażby kolor sznurówek podkreśli już coś takiego, że ma inny styl.

Napisałaś książkę “Ubierz się w kolor”. Jak to z tym jest? Bo Polacy, jak widzę kiedy chodzą po ulicy, to bardzo często, jeśli chodzi np. o koszulę, jest czerń, szary, biały. Jak to jest z tym kolorem? Czy trzeba, należy, dlaczego warto? Bo skoro napisałaś taką książkę, zakładam, że jednak powiesz: Marcin, warto się ubierać w kolor. Natomiast jakie argumenty za tym idą?

A: Argumenty… przede wszystkim książka “Ubierz się w kolor”, to książka o analizie kolorystycznej. Czyli o takim techniczno-teoretycznym dobieraniu kolorów. Jest ona o systemie dwunastu typów urody, czyli o systemie rozszerzonym w stosunku do tego, który jest najbardziej znany, czyli wiosna, lato, jesień, zima. Bo to jest jednak to, co większość kobiet kojarzy. Mężczyźni nawet nie zawsze. Ale kobiety zdecydowanie bardziej. Tutaj mamy 12 typów urody. I tu chodzi o takie techniczne dobranie, czyli jeżeli sprawdzamy… Powiedzmy, że analiza kolorystyczna polega na tym, że sprawdzamy kolory. Ty przeszedłeś przez analizę kolorystyczną, więc wiesz, ale może nasi dzisiejsi widzowie mogą nie wiedzieć. – Przykładamy kolory do twarzy, sprawdzamy ileś próbek, ich jest kilkadziesiąt, koło setki, w zależności, jak dana kolorystka czy kolorysta pracuje i sprawdzamy, w których dobrze wyglądamy. Ten zestaw daje nam odpowiedź, jakim jestem typem urody. Czyli wtedy przyporządkowujemy do tego jednego z dwunastu typów. Mogłabym powiedzieć, że wtedy należałoby ubierać te kolory, bo to one sprawiają, że wyglądamy najlepiej. O to chodzi, żeby wyglądać jak najlepiej. Natomiast jeżeli rozpatrzymy to z punktu widzenia pierwszego tematu, czyli “jak ubrać się do pracy”, są zawody, w których trochę nie powinno się wyglądać kolorowo. To są zawody, które są z tzw. poważnych zawodów, które kojarzą się z powagą, z takim dystansem, z rzeczami, które są ważne. Wtedy założenie pomarańczowej koszuli i zielonej marynarki, fioletowych spodni mogłoby być nie do końca wskazane, bo to ubranie będzie rozpraszało.

Były nawet kiedyś takie badania, gdzieś to słyszałam albo czytałam w jakieś książce z zakresu dress codu: były badania w banku, czyli poważna sprawa, poważny biznes, poważne tematy, trzeba mieć duże zaufanie do osoby, do której oddajemy swoje pieniądze i zarządzanie nimi w okienkach takich jak kasy czy stanowisko obsługi klienta, pracownicy – byli to chyba tylko i wyłącznie mężczyźni – wszyscy byli w marynarce, która była granatowa, biała koszula i mieli krawat. Jeden pan nie miał krawata i do niego najmniej ludzi podchodziło. Czyli są elementy, gdzie właśnie nawet ten krawat, który kojarzy nam się ze sztywnością, garnitury powodują, że prosto stoimy, krawaty trochę nas krępują. Marynarka nie jest tak wygodna jak bluza. Nie możemy w niej wykonać wielu czynności. One się kojarzą ze sztywnością i ta sztywność jest dobra.

Podobnie jest z kolorami. W naszej strefie kulturowej, czyli w tzw. zachodniej, mówi się, że to papugi są kolorowe, czyli te krzykliwe, niepoważne. A Orły, czyli te latające wysoko, są szare. To jest hasło pana Emersona, które zresztą jest w książce “Jak ubrać się do pracy?”. Było to ileś wieków temu, on wtedy jakby stworzył takie podwaliny naszego dress kodu. Kiedyś takiego trochę żołnierskiego, męskiego, a później przerzuconego do biznesu, później przejętego przez kobiety. Jeżeli mamy poważne stanowiska, poważne branże, to wtedy te kolory powinny ograniczać się do tych bazowych, uniwersalnych, a do nich zaliczamy przeważnie odcienie bieli, szarości od jasnych do ciemnych, czerń, granat i może odcienie kremowo-beżowe u kobiet, bo u mężczyzn rzadziej się to stosuje, natomiast u kobiet trochę częściej jakieś koszule, ewentualnie marynarki, sukienki beżowe. Raczej nie spotkamy tam wściekłego różu czy grynszpanu i innych śliwkowych fioletów. Także na co dzień dla siebie dobrze jest wybierać kolory, które nam pasują, które są ciekawe, bo wtedy też świat wygląda ciekawiej. Po prostu większość z nas jednak woli jak jest ładniej niż jak jest nudno, szaro i byle jako. A te kolory robią to, że my wyglądamy ciekawiej, bo nam jest w nich ładnie, ale też świat wygląda ciekawiej.

M: Czyli sami mamy lepsze samopoczucie i jeżeli oczekujemy od świata, że będzie ładny, kolorowy i ciekawy, to dołóżmy coś od siebie, żeby właśnie tak było.

A: Tak. I oczywiście nie chodzi o to, że mamy się teraz papugować, że i pomarańczowy i zielony i cytrynowy, tak bardzo pstrokato, bo nie wszystkie typy urody to lubią. Niektóre typy urody lubią mieć stonowaną kolorystykę. Lubią delikatne beże zestawione z bielą, z delikatnym niebieskim i wyglądają super eterycznie. A są takie, które połączą cytrynę z trawiastą zielenią i w tym zestawieniu będzie ekstra.

M: Świetnie. Przechodzimy do tematu kolejnej twojej książki, bo tak, jak mówisz – część osób będzie lepiej wyglądać i lepiej się czuć w takich kolorach, a wydaje mi się, że to jest bardzo ważne. Sam wiem jak czasami siedzę taki zmięty i mówię: jest mi źle, jestem zmęczony, przepracowany, coś jeszcze jest do załatwienia, jakiś trudny telefon jest do wykonania. I siedzę w domu, powiedzmy, w sobotę w jakiejś bluzie czy w innych nie do końca super pozytywnych ubraniach i mówię: dobra, trzeba to załatwić. Na przykład gdzieś jeszcze muszę wyjechać i nagle się ubieram. Ubieram fajną, świeżą koszulę, na to marynarka, jakieś spodnie, dobre buty. Wsiadam do samochodu i czuję, że ten telefon, który mam wykonać, który jeszcze przed chwilą wydawał się taki ciężki do wykonania, że jest to trudna rzecz do załatwienia na dzień dzisiejszy, nagle się okazuje, że po prostu to robię, to jest moja codzienność, to jest moje zadanie i z zupełnie inną energią. Kiedyś czytając książki o tym jak ludzie pracują z domu, znalazłem polecenie: ubierz się tak, jak do pracy mimo tego, że pracujesz z domu. Pnieważ zupełnie inaczej się wtedy czujesz.

Natomiast dobrze jest mieć swój styl, a ty napisałaś książkę jak znaleźć swój styl – “Znajdź swój styl”. Jakie tutaj możesz dać porady, bo myślę, że część osób wie co lubi, a część powie: ta koszula, te spodnie. – Tak, jak ja kiedyś. Jak ja bym miał znaleźć swój styl, gdybym na ciebie nie trafił, bo przecież miałem 6 dokładnie takich samych par dżinsów i one były super! Wszystko w nich było fajne. Miałem dwa rodzaje koszul, z każdej po kilka sztuk, te same w dwóch różnych rozmiarach, bo to się huśtało, ale zawsze tak samo. Plus jeden sweterek na chłodniejsze dni. I mówię: to jest mój styl. Ale czy ty byś to nazwała stylem?

A: Każdy styl jest jakiś. Kilka dni temu miałam spotkanie z klientką i zadałam jej pytanie. Miałyśmy iść na zakupy, a nie miałyśmy wcześniej przeglądu szafy, więc zapytałam, gdyby miała określić styl swoich ubrań z szafy, to odpowiedziała mi: byle jaki. Czasem może być też taka odpowiedź, ona nie jest fajna. Natomiast książka “Znajdź swój styl” jest skierowana do kobiet, bo tam głównie jest o stylach kobiecych. Jest ich 27 wypisanych i jest wskazana droga jak szukać tego swojego stylu. Nie chodzi o to, że one są opisane i teraz znajdź, tylko jest cały proces, który zakłada, że musimy mieć jakieś kolory. Mam pewną sylwetkę i niektóre osoby dobrze wyglądają w golfie i bufkach na ramionach, a inne nie. Że jedne będą miały taką długość spódnicy, a drugie inną i to też jest wszystko opisane. Także to jest cały proces od znajdowania preferencji. Taki bardziej poradnik, z tym się naprawdę dosyć długo pracuje. To nie jest książka do przeczytania, bo tak, jak książka “Jak ubrać się do pracy”, to jest taka trochę encyklopedia pod względem podstaw budowania swojego biznesowego czy po prostu profesjonalnego wizerunku. I dopiero kurs online, który jest do tej książki, jest bardziej taki praktyczny. Czyli on bardziej pracuje na tych praktycznych aspektach, natomiast książka “Znajdź swój styl” jest książką taką bardzo do pracy. Tam w ogóle są miejsca gdzie się wypełnia różne rzeczy. Więc szukanie swojego stylu jest to czasami bardzo długi proces.

M: OK. Mówisz, że są rozszerzenia do książek w postaci kursów. Wiem, że w najbliższym czasie będzie promowany kurs.

A: Tak. Będzie kampania promocyjna kursu online “Jak ubrać się do pracy?”, co oczywiście oznacza specjalne ceny, bonusy i myślę, że możemy wrzucić link.

M: Jak najbardziej, damy link. Myślę, że jeżeli chodzi o ubrania, ludzie lubią wyprzedaże, więc “Jak ubrać się do pracy” również dobrze, aby było w promocji.

A: Oczywiście. Generalnie wszyscy chcemy szanować swoje pieniądze. Więc jak można zapłacić za coś mniej, to jak najbardziej.

M: Już nie jeden raz pokazałaś mi na zakupach, że w ogóle nie jest tak, że coś, co jest najdroższe w sklepie, najlepiej do ciebie pasuje. Jak przynosiłaś mi różne ubrania i pokazywałaś co do czego fajnie by było dobrać, to ja dotychczas sobie myślałem dopóki nie szedłem z tobą na zakupy, że może nie wyglądam idealnie, ale też nie kupuję najdrożej. Teraz się okazuje, że w tym samym budżecie mogę wyglądać naprawdę fajnie. To znaczy wiem, że widzowie mogą mieć różne zdania na ten temat, ale ja jestem zadowolony.

A: Tak to jest ze stylem, że jeżeli jesteśmy ubrani bardzo klasycznie, to niektórzy powiedzą, że jest nudno, a niektórzy powiedzą, że jest super. Jak ktoś lubi ubrania vintage i ubiera się trochę w stylu retro, to ktoś powie, że babcinie, a niektórzy się zachwycą: wow, to retro jest takie super! To już jest później kwestia gustu. Tak naprawdę w posiadaniu swojego stylu nie chodzi o to, że wszystkim się podobam, tylko że jestem konsekwentny w tym co wybieram. Na przykład Steve Jobs zawsze chodził w czarnym golfie i może to było nudne, ale miał swój styl.

M: Teraz jeżeli ktoś próbuje chodzić częściej w czarnym golfie, to mówią: jak Steve, nie?

A: No właśnie.

M: Jesteśmy krótko po Nowym Roku, ludzie podejmują różne decyzje, chcą się zmienić. Pewnie niektórzy jeszcze ćwiczą na siłowni, niektórzy już skończyli i po tym filmie pomyślą: może warto wrócić i ogarnąć się. A może umówię się z Olą na zakupy, zamiast chodzić na siłownię i zejdzie 10 kilo.

Ale pytanie jest właściwie takie: ewolucja czy rewolucja? Czy ktoś, kto ogląda ten materiał, powie: zmieniam się, teraz znajdę swój styl, dobiorę odpowiednie kolory, zmienię garderobę. Czy to powinno być krok po kroku, czy jeżeli ktoś teraz ma już takie dobre emocje, to powinien iść va banque?

A: Va banque chyba nigdy, bo wydaje mi się, że rewolucja w szafie oznacza: czuję się przebrany. Rewolucja zakłada duże zmiany. Ewolucja zakłada krok po kroku. Więc ja bym powiedziała, że ewolucja zdecydowanie bardziej, ale też nie chodzi o to, że mamy to jakoś rozciągać w czasie. Zakładam, że proces budowania swojego stylu, szafy, dobrego samopoczucia z wyglądu czy poczucia atrakcyjności, że to, co mam na sobie opakowane to jest atrakcyjne i fajne, to czasami może być nawet proces pięciu lat, bo też trzeba wziąć pod uwagę, że oczywiście, zastanawiamy się nad kolorami do sylwetki i jak ubrać się do pracy, jaki jest mój styl na co dzień. Może ktoś będzie tutaj zmieniał sylwetkę, ktoś inny jeszcze powie, że chce mieć tylko szlachetne materiały, a one kosztują czasami ileś razy więcej niż te nieszlachetne. Mało kto ma nieograniczony budżet. Znaczy ja jeszcze takiej osoby nigdy nie poznałam. Pewnie istnieją osoby, które naprawdę mają takie budżety, które by mnie zawaliły z nóg, ale każdy z nas ma budżet jaki chce przeznaczyć na ten cel. Bo można mieć bardzo dużo pieniędzy, ale chcieć wydać na ubrania tylko jakąś część, więc nie jesteśmy w stanie zrobić od razu wszystkiego naraz. Jeszcze nigdy się nie spotkałam, może inne koleżanki czy koledzy po fachu mieli takie sytuacje, żeby ktoś wyrzucił całą szafę i ją odkupił tylko i wyłącznie według książek, kursów online czy jakichś moich indywidualnych porad. Także ewolucja jak najbardziej. Po kolei, jeżeli coś nie pasuje, to oczywiście, pozbywamy się tych najgorszych rzeczy, które nas miażdżą wizerunkowo, a dopiero później tak powoli, stopniowo można zawsze zacząć, jeżeli ktoś chce pracować ze mną, to może. Niektórzy mogą pracować na podstawie książek. Tu jest bardzo dużo materiału i bardzo dużo do przerobienia samodzielnego. Jeżeli ktoś stwierdza, że to dla niego jest za mało, to może się wzbogacić kursami online albo może się ze mną spotkać osobiście. To osobiście może być faktycznie w Gliwicach, to może być w innym mieście, a może być też online. Przeprowadzam bardzo dużo indywidualnych konsultacji, niekoniecznie całodniowego spotkania, tylko po prostu konsultacji indywidualnych na Skype. Tu pani z Londynu, tu pani z Warszawy, tu pan skądś jeszcze. Czasem jest tak, że mam klientki polskojęzyczne, które mają zagranicznych mężów, więc ja później z nimi w języku angielskim te konsultacje przeprowadzam, bo im się podobało i one teraz chcą męża stuningować i mężowie są czasami może trochę zmuszeni do tego, żeby ze mną popracować.

M: W prezencie dostali.

A: Tak, w prezencie. Także można korzystać na różne sposoby i tą swoją ewolucję robić w swoim tempie.

M: Rozmawiamy o tym, że każdy inwestuje czy też wydaje pieniądze na ubrania. Moje pytanie brzmi czy rzeczywiście należałoby potraktować w kontekście czy to biznesowym jeżeli ktoś chodzi do pracy, inwestowanie w te pieniądze jako inwestycję, a nie jako taką sytuację, że to poprawi humor i dlatego wydaje te pieniądze. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jak takie wytłumaczenie się dla wydawania pieniędzy na ubrania, ale czy rzeczywiście jest taki kontekst stricte biznesowy, że mogłabyś powiedzieć, że wydanie pieniędzy na ubranie, to jest inwestycja w siebie, w biznes, w coś, co może się zwrócić.

A: Tak. Jak najbardziej to jest inwestycja. Wydaje mi się, że na każdym poziomie czy to prywatnym czy zawodowym, obojętnie czy to będzie w zawodowym sensie, że pracuję u kogoś czy jestem właścicielem firmy, na każdym poziomie może mieć to sens. Oczywiście wiadomo, że jeżeli ktoś jest programistą, siedzi całe dnie w domu i robi tylko tak, to może nie będzie to inwestycja. Wtedy może dla własnego samopoczucia jest nowy dres, a nie na przykład stary, podziurawiony. Ale tak na każdym poziomie, może to być inwestycja, a inwestycja w dobre samopoczucie to też jest niezła inwestycja. Myślę sobie, że jeżeli czujemy, że dobrze wyglądamy i jest to dla nas ważne, a dla większości osób, z którymi rozmawiam, na jakimś poziomie jest. Może nie super ważne, na pewno nienajważniejsze, bo umówmy się, ubrania czy to jak wyglądamy, nie jest najważniejsze na świecie. Ale na pewno mało znalazłabym osób, które by powiedziały, że jest im zupełnie obojętne, czy wyglądają jak milion dolarów czy wyglądają niedbale, że jest im bez różnicy. Wydaje mi się, że inwestowanie w dobre samopoczucie jest świetnym pomysłem. Oczywiście dopóki nie przeginamy. Tak jak ze wszystkim. Zdrowe odżywianie jest dobre, ale też można się zafiksować i po prostu wpaść w jakiś rodzaj uzależnienia, nie mówiąc już o anoreksji, bulimii i innych tego typu rzeczach. Więc inwestowanie w szkolenia jest super, ale ktoś tylko inwestuje w szkolenia i wydaje, wydaje, wydaje, to będzie głupota w pewnym momencie. Także może i tak, tylko żebyśmy nie przesadzali. Nie chodzi o to, żeby mieć 80 par butów, tylko żeby mieć tyle butów, żeby było optymalnie.

M: Dobrze. Chciałbym trochę zmienić temat. Dalej zostajemy przy ubraniach, ale z takiego biznesu, z sytuacji, w których mówimy jak znaleźć swój styl, jak się dobrze ubrać, co z tymi kolorami, co powiedziałabyś osobom, które mówią: nie ocenia się książki po okładce. Rozmawiacie o ubraniach, jesteście tacy powierzchowni, górnolotni, czy po prostu chcecie pokazać się jakoś i tymi ubraniami wielce chcecie coś nadrobić, o co wam w ogóle chodzi. Nie oceniam tutaj. Pytanie jest, co powiesz osobie, która powie, że nie ocenia się książki po okładce?

A: Powiedziałabym, że to jest bardzo fajne powiedzenie. Chciałabym, aby ono miało rację bytu, ale niestety nie ma. “Nie oceniaj książki po okładce”, “nie szata zdobi człowieka” – to wszystko byłoby super, gdyby tak było, natomiast niestety nasz mózg działa inaczej. On działa obrazkowo, lubi odwoływać się do przeszłych wydarzeń, lubi mieć zapamiętane pewne dane i później je wyciągać z szufladki. Pokazując to bardzo obrazowo i przerysowanie, że jeżeli widzimy kogoś, kto bardzo dawno się nie golił, nie obcinał włosów, nie mył się, ma potargane i brudne ubrania, to nie myślimy sobie, że pan prezes wyszedł na lunch, tylko myślimy sobie, że to jest bezdomny. To jest takie szufladkowanie. I w drugą stronę, że jeżeli teraz przyleciałby helikopter za naszym oknem i wysiadłaby kobieta w idealnie skrojonym garniturze z torbą Chanel, okularami Gucci i z Rolex’em na ręce albo czymś podobnym, to nie pomyślimy sobie, że przyleciała asystentka prezesa, tylko że przyleciała pani prezes. To jest naturalne, że z jednej strony nie powinniśmy oceniać, ale wszyscy oceniamy.

Drugi z takich bardziej codziennych rzeczy. Nie wiem ile z naszych widzów ma dzieci, ale jeżeli mają albo planują mieć, to prawdopodobnie kiedyś wylądują u pediatry i myślę sobie, że jeżeli wchodzi się z własnym dzieckiem, czyli z istotą, która jest najważniejszą istotą na świecie, która jest nam droga, cenna i chcemy dla niej wszystkiego co najlepsze pod każdym względem i wchodzimy do pediatry i zamiast uśmiechniętej pani doktor w okularach i białym kitlu, widzimy kogoś, kto ma na przykład irokeza we wszystkich kolorach tęczy, kolczyki, ciemny makijaż, jeszcze jakąś potarganą bluzkę, mini i wielkie obcasy albo glany i nagle jest jakiś zgrzyt. Nie pasuje nam to do obrazu lekarza. Gdyby nie było tych odnośników, to byśmy np. oglądając reklamy, nie wiedzieli, że jak ktoś ma kitel, to to jest farmaceuta albo lekarz. To jest takie naturalne, że pani pokojówka też może mieć jakiś swój strój. Mamy po prostu odniesienia i ja teraz mówię o takich bardzo ewidentnych przykładach, ale to ewidentne przykłady też mają swoją rację bytu w naszym codziennym życiu. Po prostu jeżeli ktoś jest niechlujnie ubrany, to my go traktujemy jako osobę niechlujną. To jest takie przedłużenie. To nawet w psychologii ma swoją nazwę. Nazywa się to efektem aureoli albo efektem halo. Że jak zauważamy jakąś cechę danego człowieka, to zaraz ją na niego nakładamy. Czyli jeżeli wchodzę tutaj dzisiaj i widzę np. panią, która mnie wita, ona jest uśmiechnięta, rozmawia ze mną, zagaduje o pogodzie, zupełnie tzw. small talk, to nie pomyślę sobie, że ona na pewno jest bardzo wredna tylko teraz udaje, tylko myślę sobie: jaka sympatyczna, uśmiechnięta. Że widocznie taka jest, a nie tylko udaje. I tak jest ze wszystkim. Po prostu jeżeli ktoś wygląda dobrze w danej sytuacji, spójnie, jeżeli idziemy do banku, jest tam pan pod krawatem i z przylizanym przedziałkiem, wszystko gra. A jakby nie miał tego krawata i byłby w bluzie z kapturem, czapeczka z daszkiem, spodnie z obniżonym krokiem, to coś tu nie gra.

M: Kompetencyjnie może być tak samo dobry.

A: Oczywiście! Przecież pediatra z irokezem może być tak samo super pediatrą, a może jeszcze lepszym, z lepszym podejściem, tylko po prostu inaczej wygląda. Więc nie oceniajmy tak po okładce, ale niestety mózg człowieka lubi te odwołania, on sobie je czyni i niestety nic z tym nie zrobimy.

Są osoby, które mają jakąś taką niesamowitą zdolność, że widzą człowieka, a nie widzą opakowania. Ale ja myślę, że ich jest tak mało, że jednak my wszyscy… no.

M: Myślę, że trochę to jest tak, jak tytuł samego materiału: jak cię widzą, tak ci płacą. To jest jedna z takich rzeczy, które ja sobie wziąłem do serca. Pamiętam, jak robiliśmy przegląd szafy i ja mówię: nie no… to jest taka bluza, w której ja lubię… A ty mi wtedy powiedziałaś: ale chyba nie wychodzisz w niej z domu(?!). Odpowiadam: yyy… lubię no.

A: Po prostu zawsze musimy się zastanawiać, oczywiście, w kontekście pracy najbardziej, bo właśnie – jak nas widzą, tak nam płacą, czy to są nasi klienci, czy to jest nasz przełożony, czy może współpracownicy. Tak naprawdę nigdy nie wiemy jak będzie się toczyła nasza kariera. Czy koleżanka z biurka obok za kilka lat nie będzie szukała kogoś do pracy w swoim zespole, będzie naszą szefową i z jakiegoś powodu nas wybierze. Oczywiście wiem, że docelowo najważniejsze są te kompetencje i to jacy jesteśmy w serduszku i w ogóle, ale w pierwszym momencie jednak króluje ten odbiór taki, który może nas skasować z różnych sytuacji. Więc dobrze by było, żeby nas nie kasował i żeby ubranie mówiło to, co chcemy powiedzieć. Żeby ono było takim wstępem, tą właśnie okładką książki, która jest super. Bo zakładam, że każdy w danej sytuacji chce pokazać najlepsze co ma i teraz żeby okładka była pasująca do wnętrza.

M: Dokładnie. Niedługo wydaję książkę, aktualnie pracujemy nad grafiką do niej i pytali, jaka ona ma być, czy bardziej krzykliwa, co ma pokazywać, to powiedziałem, że mnie nie chodzi o to, że ta okładka czy sama grafika ma mi coś dodać, tylko chcę, żeby mi nie ujmowała. Żeby wszystko, co jest wokół, nie ujmowało książce, żeby mi nie odbierało tego, co ja już wypracowałem, co już jest zrobione. Więc rzeczywiście może to pomóc, ale myślę, że dla naszych widzów, jeżeli zastanawiają się czy warto w ogóle zainwestować w te ubrania, czy warto odpowiednio zacząć się ubierać, to myślę, że to jest taki przekaz… Oglądają nas głównie przedsiębiorcy. Dużo osób, którzy są project managerami, świadomie planują swoją karierę. I mam taki apel, aby to przynajmniej Wam nie ujmowało, przynajmniej nie odbierało. To jest punkt wyjścia, bo sporo osób, które ma jakieś kompetencje, później czymś takim może sobie strzelić w kolano. Kiedy prowadzę rekrutację, czasami widać, że dwie osoby są o tych samych kompetencjach, ale jedna z nich nie nadaje się, aby zabrać ją na konferencję, a drugą to nawet samą mógłbym wysłać. Mimo tego, że kompetencje tu i tu mogą być podobne, to jednak właśnie ktoś sobie sam odebrał, bo zakładam, że ta osoba dobrze ubrana, to nie jest tak, że teraz nie wiadomo jak sobie pomogła tym ubiorem, bo nie pomogła. Po prostu kompetencje ma, które ma.

A: Ale też można powiedzieć, że czasami czego nie wiem, to sobie “dowyglądam”.

M: Dokładnie tak.

A: Może to nie jest jakaś super porada, ale czasami jest coś takiego, że tą dbałością o to jak wyglądamy, dopracowaniem, spójnością jesteśmy właśnie w stanie zrobić jakieś wrażenie. I nawet jeżeli się pojawi jakaś mała zadra, bo czegoś nie wiemy, to dalej, kolokwialnie mówiąc, lecimy na tym pierwszym wrażeniu. Wiadomo, że jak będą kolejne potknięcia, to w końcu się wszystko wywali, ale mamy coś takiego. A jeżeli startujemy jakby z minusa, czyli na zasadzie: “coś mi tu nie gra, ale go wysłucham”, to startujemy z minusa.

M: Dokładnie. Z poziomu neutralnego od razu jest coś nie tak. To, co moglibyśmy jeszcze podciągnąć do góry, to już tego nie robimy.

A: Bardzo często pytam, jak mam okazję rozmawiać z kimś, kto mi mówi, że pracuje w dziale HR albo w firmie, która zajmuje się headhuntingiem, to zawsze pytam czy to jest ważne i jeszcze nigdy nie usłyszałam, że to nie jest ważne. Zdarzyło mi się kogoś “skasować”, że tak powiem, tylko dlatego, że już na samym początku “nie”.

M: Więc możemy ideologicznie podchodzić do tematu, ale życie weryfikuje i po prostu trzeba się dostosować i działać dalej.

Jakie miałabyś takie uniwersalne rady? Wiem, że nie jesteś w stanie teraz każdemu zrobić tu analizy itd. Natomiast zakładam, że jest kilka takich rad, które mógłabyś dać osobom, które myślą nad jakąś zmianą albo chciałyby się utwierdzić, że u nich wszystko jest ok.

A: Na początek powiedziałabym: “zastanów się nad komunikatami tego swojego pierwszego wrażenia”. Czyli zastanów się na początku jaki/a jesteś, jak odbierają cię inni, a jak chcesz, żeby odbierali cię inni. Czasami można zastanowić się tak zupełnie samemu, a czasami po prostu warto zapytać. Na przykład prowadzę firmę i mam wspólnika czy wspólniczkę, to zapytać się: jak byś tak miała określić mnie pięcioma przymiotnikami, to co by to było? Zapytać mamy, siostry, brata, przyjaciół i zobaczyć co tam takiego jest. Ja to kiedyś zrobiłam i muszę powiedzieć, że byłam bardzo zaskoczona. Oczywiście, zakładamy, że to będą pozytywne cechy, bo nikt raczej nie wyjedzie tutaj, że jesteś niepunktualna itp. Ale to były te pozytywne cechy i fajnie było je od kogoś usłyszeć. I jeżeli ileś osób powie, że ja jestem wiecznie uśmiechnięta i rozgadana, a moja praca raczej wymagałaby tego, żebym ja była słuchająca, to trzeba się zastanowić, że mam taki komunikat, a powinien być taki. I teraz pytanie, czy ja ubraniem to mogę zrobić. To jest chyba najbardziej uniwersalna porada jaką mogę dać, bo wszystkie inne uniwersalne są w książkach. One są uniwersalne, tylko trzeba je sobie powybierać. Czy w “Jak ubrać się do pracy”, tam jest dress code ten formalny. Czy ja go potrzebuję? – Nie, ale warto znać zasady, bo gdyby spotkała mnie formalna sytuacja, to ja już wiem jak się ubrać, gdyby nagle zadzwonił prezydent kraju i powiedział: “wpadaj po odznaczenie”, to już wiadomo jak się ubrać.

M: Dobrze. Jedna rzecz: ludzie nas teraz oglądają, dostali dużo informacji. Gdybyś chciała oglądających nas tutaj ludzi zostawić z jedną informacją, żeby coś z tego wywiadu wynieśli i żeby tą jedną rzecz w ubiorze zapamiętali na zawsze, to co by to było?

A: Spójność. Po prostu. Jak już te komunikaty przemyślimy, to spójność. Spójność jest ponad wszystko i to spójność z nami. Jeżeli chodzi o pracę, to z naszą branżą, z naszym stanowiskiem, z naszymi współpracownikami, z ludźmi, z którymi się spotykamy. Oraz spójność oczywiście też później już ta bardziej taka technicznie stylizacyjna, czyli spójność kolorystyczna, fasonowa, żeby nie zepsuć trochę tej naturalnej urody, którą mamy. Także słowo klucz to spójność.

M: Świetnie. Dziękuję bardzo. Dla mnie bardzo ciekawy i fajny wywiad. Głęboko wierzę, że dla naszych widzów również. Dużo konkretnych informacji. Jeszcze raz zareklamuję i opowiem o trzech książkach od Oli. Polecam kliknąć w link, który jest na dole. Szczególnie jeżeli oglądacie to krótko po publikacji, dlatego że będzie promowany kurs. Będzie promocja na kurs online. Zapraszam Was też na kanał od Oli, który się nazywa Osobista Stylistka, więc warto subskrybować. I oczywiście jeżeli tego nie zrobiliście, to ten kanał również.

Bardzo ci dziękuję. Pozdrawiamy wszystkich naszych widzów i zapraszamy do oglądania kolejnych odcinków.

A: Tak jest, ja bardzo dziękuję, Marcin, za zaproszenie no i zapraszam do siebie.

M: Do zobaczenia.

A: Do zobaczenia.

Zostaw komentarz