Trzy narzędzia, którymi sprawdzam, kto pisze o mojej firmie, o mojej branży i o problemie, który rozwiązuję. Dwa są darmowe. Pokazuję, jak je ustawiam i co z nimi robię dalej — bo samo zbieranie wzmianek nikomu jeszcze nie zarobiło.
Uwaga do nagrania: w filmie jako drugie narzędzie pokazuję Twittera. Od tamtego czasu Twitter to X, a pulpit, na którym robiło się takie nasłuchy (TweetDeck, dziś X Pro), od marca 2026 wymaga subskrypcji X Premium+. Dlatego w tekście poniżej to miejsce zajmuje narzędzie, którego używam dziś.
Po co monitorować internet, skoro i tak nikt o nas nie pisze
Jest takie powiedzenie, że kiedy wchodzisz do pokoju, ludzie przestają o tobie mówić. W internecie jest odwrotnie: mówią cały czas, tylko ty tego nie słyszysz.
Monitoruję dwie rzeczy i to są dwa różne cele:
- Swoją markę — „Marcin Kokoszka” i nazwy naszych spółek. Widzę, kiedy ktoś poleca, i mogę podziękować. Widzę też, kiedy ktoś pisze „nie, to nie działa, nie wierzę” — i mogę się odezwać, zanim ten komentarz zacznie żyć własnym życiem.
- Swój rynek — frazy, które wpisuje ktoś, kto właśnie teraz szuka tego, co sprzedaję. To jest ta druga, znacznie ciekawsza połowa.
Jedna z podstawowych zasad marketingu brzmi: poznaj swojego klienta. Monitoring jest najtańszym sposobem, żeby to zrobić — nie pytasz go w ankiecie, tylko czytasz, co pisze sam z siebie.
Narzędzie 1. Alerty Google — darmowe, dwie minuty na start
Wpisujesz frazę, podajesz maila i dostajesz powiadomienie, kiedy w sieci pojawi się nowy tekst na ten temat. Tyle. Ustawiam je zawsze, kiedy wchodzę w nową branżę i chcę być z nią na bieżąco.
Sprawdzają się najlepiej tam, gdzie treści jest mało. Marketing afiliacyjny, performance marketing — jedna z dziedzin, którymi się zajmuję — po polsku ma kilka tekstów na tydzień. Przy takiej skali alert wyłapie praktycznie wszystko.
Co z tym robię dalej:
- Odzywam się do autora tekstu, który regularnie pisze o mojej branży.
- Proponuję współpracę: test produktu, wspólny materiał, wywiad.
- Sprawdzam, czy ktoś już mnie nie poleca — bywa, że ktoś mówi o twojej firmie jako autorytet, a ty się o tym nigdy nie dowiadujesz.
Alerty ustawisz na stronie google.pl/alerts
Narzędzie 2. Talkwalker Alerts — darmowe, sięga tam, gdzie Google nie
Alerty Google widzą głównie strony i blogi. Nie zobaczą wielu rozmów w mediach społecznościowych — a tam zapada dziś większość opinii o firmie.
Talkwalker Alerts działa na tej samej zasadzie: fraza, mail, powiadomienie. Też darmowo. Różnica siedzi w źródłach i w ustawieniach:
- Dokłada fora, media społecznościowe i X, czyli dawnego Twittera — a to właśnie o Twittera chodziło mi w nagraniu.
- Powiadomienie dostaniesz mailem, przez RSS albo na Slacka.
- Wybierasz, czy chcesz je od razu, gdy coś się pojawi, czy zbiorczo raz na jakiś czas.
- Wybierasz też, czy chcesz wszystkie wzmianki, czy tylko te, które mają największe zaangażowanie. Przy popularnej frazie to jest różnica między skrzynką nie do przeczytania a listą, którą przejrzysz przy kawie.
Ustawiam je zawsze w parze z Alertami Google. Jedno narzędzie ma dziury, dwa razem mają ich znacznie mniej.
Alert założysz na stronie talkwalker.com/alerts
Narzędzie 3. Brand24 — płatne, ale robi to, czego darmowe nie zrobią
Z Brand24 korzystam najdłużej i to dla mnie najlepsze narzędzie w tej trójce. To polska firma, która rozwija się dziś na całym świecie.
Różnica wobec darmowych alertów jest taka:
- Zbiera wiele źródeł naraz — media społecznościowe, blogi, artykuły, komentarze.
- Sam oznacza, które wzmianki są pozytywne, a które negatywne. Jeśli masz w firmie osobę od odpowiadania na komentarze, możesz jej wyfiltrować wyłącznie te negatywne — i ona pracuje tylko z nimi.
- Pokazuje zasięg i siłę autora, więc wiesz, na co reagować pierwsze.
- Pozwala patrzeć wstecz, nie tylko od dziś.
- Pozwala wykluczać słowa — i to jest ważniejsze, niż się wydaje.
I tu dochodzimy do najciekawszej części, czyli monitorowania nie własnej nazwy, tylko rynku.
Jak straciliśmy dzień na swetrach
Jedna z moich spółek skupuje wierzytelności. Zastanawialiśmy się, jak człowiek pisze w internecie, że chce sprzedać dług. Przecież nie wszyscy wpisują profesjonalne „sprzedam wierzytelność”.
Ustawiliśmy więc monitorowanie frazy „sprzedam długi”. Wyników były setki. Zaświeciły nam się gwiazdki w oczach.
Wyświetliło nam się całe Allegro: sprzedam długi sweter, długi szalik, długie spodnie. Okazało się, że ludzie handlują wszystkim, co jest długie.
Musieliśmy skonfigurować to od nowa, z wykluczeniami. Dlatego pisałem wyżej, że możliwość wykluczania słów jest ważniejsza, niż się wydaje.
Thermomix, czyli po co to wszystko
Jedna z naszych maksym brzmi: pozwól ludziom kupić. Nie musisz wciskać. Jest bardzo dużo osób, które chcą coś kupić i po prostu nie znają nikogo, kto by im to sprzedał.
Sprawdziliśmy to na Thermomiksie, bo mój znajomy jest przedstawicielem tej firmy. Pytanie brzmiało: czy ktoś sam z siebie szuka kogoś, kto mu sprzeda taki zestaw?
Okazało się, że tak. Na samą frazę „thermomix” wychodziło po kilkanaście zapytań tygodniowo. Co ważniejsze, ludzie często nie pytali „kto mi to sprzeda”, tylko „kto organizuje prezentację” — a w tej firmie prezentacja jest warunkiem koniecznym sprzedaży. Trzeba było zobaczyć, jakich słów faktycznie używają.
Przekazaliśmy mu te dane. Zamiast chodzić od domu do domu i prosić o polecenia, jeździł w punkt do osób, które chciały kupić. Zmieniło mu to rachunek: przestał płacić czasem i kosztem dojazdu za prezentacje, które i tak nie kończyły się sprzedażą.
To samo zrobisz w każdej branży. Prowadzisz firmę oddłużeniową? Monitoruj „mam komornika”, nie „restrukturyzacja zadłużenia”. Jesteś krawcem w Warszawie? Monitoruj „szukam krawca”. Handlujesz nieruchomościami w Gliwicach? „Szybko sprzedam mieszkanie”.
Narzędzie sprawdzisz na stronie brand24.pl
Trzy błędy, które kosztowały mnie czas
- Monitorowanie tylko własnej nazwy. Jeśli nie jesteś dużą marką, wzmianek będzie kilka miesięcznie i uznasz, że narzędzie jest bezużyteczne. Prawdziwa wartość siedzi we frazach twoich klientów.
- Fraza, której nikt nie używa. Klient nie pisze „potrzebuję usług restrukturyzacyjnych”. Pisze „mam komornika”. Wpisz frazę tak, jak wpisałby ją zdenerwowany człowiek o 23:00.
- Brak wykluczeń. Patrz: swetry.
Jeszcze jedna rzecz — RODO
Jeżeli chcesz odzywać się bezpośrednio do osób, które znalazłeś przez monitoring, zderzysz się z przetwarzaniem danych osobowych i zgodami. To da się poukładać, ale trzeba to poukładać zanim zaczniesz pisać do ludzi, a nie po. Nie jestem prawnikiem i nie udaję, że to rozstrzygam w akapicie na blogu.
Od czego zacząć w tym tygodniu
- Ustaw darmowy alert na nazwę swojej firmy i swoje nazwisko. Dwie minuty.
- Wypisz pięć zdań, którymi twój klient opisuje swój problem — jego słowami, nie twoimi. Ustaw alert na każde z nich.
- Przez tydzień tylko czytaj. Nie sprzedawaj. Zobaczysz, gdzie ci ludzie są i czego naprawdę chcą.
Punkt drugi jest najtrudniejszy i najważniejszy. Większość firm zna swój produkt, a nie zna słów swojego klienta.
Chcesz to poukładać w całość?
Monitoring to jeden element marketingu, nie cały marketing. Jeżeli chcesz pracować nad tym w grupie ludzi, którzy robią to samo, zapraszam do mojej grupy mastermindowej: Marketingowy Mastermind.
Marcin.


