Podsumowanie roku 2020.
To podsumowanie roku 2020. Miesiąc po miesiącu, z jedną własną lekcją z każdego z nich i z podziękowaniami na końcu. U większości osób był to rok ciekawy, szalony i ciężki. U mnie było tak samo.
Na początku roku: nowa rzecz zajmuje dużo więcej czasu, niż ci się wydaje
Zaczęło się zgodnie z planem. Przeprowadziłem swoje pierwsze próbne, a później pierwsze oficjalne szkolenie „rozwiń swoją firmę”. Trwały prace nad książką o tym samym tytule. Wydawało się, że wszystko idzie krok po kroku dobrze.
Moja lekcja z tego miesiąca jest taka: jeżeli robisz coś nowego, zaplanuj sobie na to więcej czasu, niż na początku ci się wydaje. 4 razy więcej.
Naprawdę myślałem, że skoro potrafię wystąpić przez pół godziny czy godzinę u kogoś gościnnie, to własne szkolenie pójdzie szybciej. Podchodziłem do tego poważnie, ale i tak się przeliczyłem. Zarówno mój czas, jak i czas zespołu okazał się dużo większy, niż na początku planowaliśmy.
W lutym: wąska nisza potrafi wyżywić
Byłem na kolejnych szkoleniach i pracowałem nad książką. U Kamili byłem na szkoleniu i występowałem na „zespole marzeń”, a u Bartka Popiela na szkoleniu „liczy się oferta”.
Lekcja z tego miesiąca, szczególnie od Bartka: możesz działać w bardzo wąskiej niszy. Jeżeli ludzie tego potrzebują, jeżeli to jest dla nich wartościowe i daje im dalsze możliwości rozwoju, to jesteś w stanie naprawdę dobrze z tego wyjść. Nieźle na tym zarabiać i znaleźć na to klientów.
Tak samo będzie w każdej innej dziedzinie biznesowej. Jeżeli w danej niszy jesteś ekspertem i nawet nie ma bardzo dużo chętnych, ale dla tych ludzi jest to ważne wyzwanie, to są w stanie ci za to zapłacić.
W marcu: oczekuj najlepszego, ale bądź gotowy na najgorsze
Zaczęło się bardzo dobrze. Dużo rzeczy poukładanych w niektórych biznesach, mówię sobie: to może być najlepszy miesiąc ever. A później się zadziało.
Miało być szkolenie „rozwiń swoją firmę”, pracowałem już nad kolejnym, „marketing w małej firmie”. Zanim jeszcze cokolwiek ogłoszono oficjalnie, u nas zaczęły się prace nad pracą zdalną. Najbardziej dostaliśmy po łapach paradoksalnie w momencie, kiedy weszły tarcze, bo razem z nimi weszło jeszcze kilka innych ustaw i jedna z nich dotknęła nas mocno. Poczuliśmy, że naprawdę może być nieciekawie.
W tym czasie było bardzo dużo pracy zdalnej, bardzo dużo ustaleń, wypowiadanie lokali. Pojawiły się zwolnienia, u części osób obniżenie pensji. To zawsze bardzo trudny moment, zarówno dla tych osób, jak i dla tych, którzy zarządzają firmą. To był mega trudny czas.
Dostaliśmy wtedy informację, że panikujemy i podejmujemy decyzje za szybko, że powinniśmy poczekać i zobaczyć, jak wszystko się rozwinie. Ale parę kryzysów, może nie takich, ale innych, biznesowych, już wcześniej przeszliśmy z osobami, z którymi współpracuję, i wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko i mocno. Patrząc teraz z perspektywy czasu: to były dobre decyzje. Takie, które pozwoliły firmie dalej funkcjonować.
Lekcja z marca jest taka, że choćbyś nie wiem jak się przygotował, może wydarzyć się coś, czego nie widzisz. Czego nie przewidzieli wspólnicy, pracownicy, kontrahenci ani rynek. Trzeba oczekiwać tego, co najlepsze, ale być gotowym na to, co najgorsze. Mieć dużo różnych wariantów i być zabezpieczonym na tyle, na ile jesteś w stanie. Szerzej pisałem o tym w tekście zbyt piękny kryzys, aby go zmarnować.
W kwietniu: fundamenty buduje się wtedy, kiedy jest dobrze
Cały miesiąc praca zdalna. W kwietniu urodził się mój syn. Ostatnie tygodnie ciąży, nikt nas nie odwiedzał, córka nie chodziła już do żłobka, tylko była w domu, a ja praktycznie cały czas pracowałem zdalnie, po 18-20 godzin na dobę, żeby ogarnąć tematy.
Bardzo mocno pracowałem wtedy nad mikroleasingiem. To był też miesiąc, w którym pozyskałem bardzo fajnych inwestorów. Dla mnie zaskoczenie, bo niby wszystko się wali, a ja właśnie wtedy byłem w stanie ich pozyskać. Duży plus.
Najważniejsza lekcja z tego miesiąca: w momencie, kiedy decydujesz się na budowanie rodziny albo zespołu, rozmawiaj, analizuj, przygotowuj, a nawet ostrzegaj przed tym, co ciężkiego może się wydarzyć. Rób to w czasach, kiedy jest dobrze. Bo kiedy zrobi się ciężko, to są jedyne fundamenty, na których możesz się wesprzeć.
I w biznesie, i w zespołach wszystkie zmiany zostały bardzo dobrze przyjęte. W domu było tak samo. Moja żona, na ostatnich nogach przed porodem, z córką cały czas w domu, bez pomocy z zewnątrz, cały czas mnie w tych działaniach wspierała.
W maju: przetrwa nie największy, tylko ten, kto szybciej się dostosuje
Prace nad sklepem do mikroleasingu, pozyskiwanie inwestorów, poprawki w książce. Trochę edukacji online, na której sam się uczyłem. Nagrywałem wtedy kamerką w domu i jak wrócisz do tych materiałów, to Matko Bosko, pewnie kiedyś je usunę.
Nie wydarzyło się nic spektakularnego, a lekcja z maja jest jedną z ważniejszych: w dłuższej perspektywie przetrwają nie najwięksi, tylko ci, którzy najszybciej i najlepiej dostosują się do zmieniających się warunków.
Już w maju widziałem tego pierwsze dowody. Dla mikroleasingu to był bardzo dobry czas na rozwój. Druga firma, której było ciężko, zaczęła działać międzynarodowo i wychodzić za granicę, czyli robić coś, co wcześniej nie do końca wychodziło. Mimo mniejszych zasobów, mniej czasu i mniej pieniędzy poszli do przodu i bardzo fajnie się obronili.
W czerwcu: znajomości to coś, na co pracujesz
Start naszego sklepu. Okazało się, że to bardzo dobry model: do sklepu pozyskujemy klientów, a formą płatności jest właśnie mikroleasing.
Byłem w tym czasie na Akademii trenera u Kamili i na jednym spotkaniu networkingowym, jedynym takim wyskoku offline w tym okresie. Poznałem tam bardzo fajnych ludzi.
Mówi się czasem w biznesie złośliwie, że ktoś coś załatwił po znajomości. Moja lekcja z tego miesiąca jest inna. Znajomości to coś, na co sam pracujesz i co sobie wypracowujesz. To jest w twoich rękach.
W lipcu: zdrowie, rodzina, przyjaciele i robienie tego, co kochasz
Ostatnie dwa dni szkolenia Akademia trenera, na którym miałem przyjemność krótko wystąpić. Poczułem, że jestem głodny występów. Dawno nie występowałem i naprawdę mnie do tego ciągnie.
Byłem też w tym miesiącu z córką dwa dni w szpitalu. To była zaplanowana wizyta, nic się nagle nie wydarzyło, ale nawet przy tak krótkim pobycie poczułem, jak ważne jest zdrowie. Kiedy trzeba spędzić w szpitalu więcej czasu, szczególnie z dziećmi, to jest naprawdę hardcore. Trzeba zadbać o zdrowie swoje i najbliższych.
Zaraz potem zaczęły się poważne rozmowy z inwestorami. Jedna z nich dotyczyła kwoty większej niż wszystkie dotychczasowe inwestycje razem. To dało mi dużo do myślenia. Druga firma zaczęła realnie działać za granicą, kolejne kraje były w perspektywie i po bardzo ciężkich miesiącach zaczęło się robić optymistycznie. Wyzwania finansowe zostały, żeby to wszystko poukładać, ale zobaczyliśmy światełko w tunelu.
Byliśmy też na wakacjach ze znajomymi i z dziećmi. Kocham swoją rodzinę i uwielbiam tych przyjaciół, z którymi tam byliśmy, natomiast czuliśmy jedno: cały czas jesteśmy z dzieciakami. Jak wracaliśmy, zastanawialiśmy się, czy w ogóle jeszcze gdzieś pojedziemy, czy pojedziemy z opieką. Pojechaliśmy. Z opieką.
Lekcja z lipca brzmi banalnie: zadbaj o zdrowie, przyjaciół i rodzinę, i rób to, co kochasz. To są słowa tak oklepane, że przestajemy je doceniać. Wpadamy w zachwyt, słysząc życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności, a jednocześnie szukamy jakiejś magicznej formuły. Czegoś przełomowego, co wywróci porządek, który dotychczas budowaliśmy. Czegoś, co zadziała jak trampolina w życiu prywatnym i biznesie. A cała magia siedzi w tych prostych rzeczach: zdrowie, rodzina, przyjaciele, robienie tego, do czego jesteśmy stworzeni. To one dają zadowolenie.
W sierpniu: praca w biznesie zamiast nad biznesem
Dużo pracy bieżącej. Skalowanie, automatyzowanie, praca w biznesie. I stąd lekcja: jeżeli jako przedsiębiorca zaczynasz pracować więcej w biznesie niż nad biznesem, to stajesz się pracownikiem tego biznesu, a nie osobą, która ten biznes posiada.
Oczywiście jeżeli możesz sobie na to pozwolić. Myślę, że to raczej cel, do którego się dąży, a kiedy już jest taka możliwość, to żeby o niej nie zapominać. Ja ewidentnie z powrotem wkręciłem się w działania wewnątrz biznesu, a niekoniecznie nad samym biznesem.
We wrześniu: powiedziałem inwestorom „na razie nie”
Dla mnie kompletnie przełomowy miesiąc w całym tym roku.
Zaczęło się od wakacji, czyli od czasu, który miałem naprawdę dla siebie. Pojechaliśmy do Chorwacji z teściami i ze znajomymi teściów i było naprawdę magicznie. Mimo że pojechałem z bólem zęba i przez pierwsze dni byłem jeszcze na antybiotyku. Byliśmy w jednym miejscu, wynajęliśmy tak fajny dom, że na sam koniec dopłaciliśmy, żeby zostać jeszcze jeden dzień.
Miałem tam dużo czasu dla siebie i na przemyślenia. Spacery z córką i synem, woda, ekstra pogoda. Trzymałem rękę na pulsie, byłem w kontakcie z ludźmi, jeżeli była jakaś decyzja do podjęcia. I zauważyłem jedno: wszystkie te decyzje prowadziły mnie do biznesów albo stricte online, albo takich, w których nie muszę być fizycznie w jednym miejscu.
Wiedziałem, że mógłbym mieć taką możliwość, ale musiałbym z paru rzeczy trochę zrezygnować. Wtedy stwierdziłem, że jestem w stanie ogarnąć to tak, żeby te biznesy zostały, a ja miał więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Ten czas, kiedy dzieciaki dorastają, kiedy jesteśmy młodzi i możemy z niego dobrze korzystać, podróżować, wyjeżdżać, a może nawet zostać dłużej w innej kulturze.
W tym samym czasie zacząłem dostawać bardzo duże propozycje od kolejnych inwestorów. Rozmawialiśmy z funduszami z Polski i z zagranicy, z domami maklerskimi. To były naprawdę grube rozmowy. Wiedziałem, że jeżeli wejdę w to tak mocno i nawiążę współpracę z tymi wszystkimi funduszami, to już będę musiał tutaj zostać.
Podjąłem decyzję, że będę rozwijał ten biznes krok po kroku, na razie bez tych dużych inwestorów, z mniejszymi, tak jak dotychczas to funkcjonowało, a docelowo w ogóle bez inwestorów. To było w mojej ocenie przełomowe, bo dotychczas to było coś, do czego dążyłem. A w momencie, kiedy miałem tę możliwość, nagle się okazało, że niekoniecznie.
Jest taka zasada: skorzystaj z czegoś na próbę, żeby zobaczyć, czy naprawdę tego chcesz. Jeżeli ktoś mówi, że dąży do niezależności finansowej, przez lata odkłada, inwestuje w akcje i nieruchomości, żeby mieć dochody pasywne i do końca życia leżeć na plaży, to ja mówię: jedź na miesiąc i zobacz, czy ta plaża jest taka super. Czy tego naprawdę potrzebujesz. W drugą stronę działa to tak samo, i tak było w moim przypadku. Mówiłem sobie, że jak będą ci inwestorzy, to będzie mega gruby biznes, a potem się okazało, że wolę mniejszy biznes, ale bardziej na moich zasadach. Ta moja niezależność odezwała się bardzo mocno.
Moja lekcja z września: w dłuższej perspektywie odpoczynek jest potrzebny z kilku powodów. Żeby się zregenerować, bo to dobre dla zdrowia. Ale też po to, żeby zobaczyć, jaki biznes chcesz robić, co jest dla ciebie odpowiednie, czy chcesz zmienić kierunek, całkowicie z czegoś zrezygnować, a może wrócić z nowymi pomysłami i działać na jeszcze większej pompie. Zamierzam się już tego trzymać i dążyć do tego, żeby jeździć jeszcze częściej.
W październiku: porządki najpierw wyglądają gorzej
Miesiąc porządków po wszystkich tych decyzjach. To jest jak sprzątanie w domu. Zaczynasz robić porządek i przez pierwsze 80 procent czasu wygląda to gorzej, niż zanim zacząłeś. Dopiero na koniec zaczyna wyglądać tak, jak chciałeś.
U mnie było dokładnie tak. Na początku mogło się wydawać: ale rozkopane, ile rzeczy do sprawdzenia, teoretycznie nic nie idzie do przodu. A na koniec było widać efekty. Lekcja: kiedy zaczniesz robić porządek, na początku może wyglądać gorzej, niż jak zaczynałeś. Po czasie efekt będzie taki, jak sobie zaplanowałeś.
W listopadzie: zwracaj uwagę na to, kto już jest gotowy awansować
Odbyło się szkolenie „marketing w małej firmie”, w wersji online. Miało być wcześniej, była obsuwa. Wcześniej w ogóle nie byłem przekonany do tego, żeby robić szkolenia online. A teraz rewelacja. Kosztowo dla mnie i dla uczestników, czasowo, wszystko ekstra. Jestem po tym szkoleniu, dostałem mega dobre opinie i już wiem, że to jest bardzo dobre szkolenie.
W kancelarii wygraliśmy kolejne sprawy, to już było chyba 8 spraw frankowych w tym roku. Do tego kolejne umorzenia, rekordowe ponad 100 tysięcy złotych umorzone pewnej pani. Jeszcze wcześniej były sukcesy przy uldze od podatku dochodowego, gdzie w grę wchodziły grube pieniądze, koło miliona złotych.
Końcówka listopada to był moment, w którym poczuliśmy, że wracamy na dobre tory. Firmy, które się obroniły, idą do przodu i jestem z tego zadowolony.
Najważniejsza lekcja z listopada brzmi trochę zagadkowo: zwracaj uwagę na to, kto już jest gotowy awansować, bo jeżeli to zrobisz, ta osoba w tym momencie stanie się gotowa. Postanowiłem w tym czasie nie zajmować się kolejnymi swoimi biznesami, żeby mieć więcej czasu na to, na co mam większą ochotę: pisanie kolejnych książek i przygotowywanie kolejnych kursów. Rozmawiałem z Magdą, moją siostrą, i przejęła opiekę nad dwoma dużymi projektami. Radzi sobie po prostu super.
Współpracowaliśmy już kilka razy, na różnych etapach i przy różnych rzeczach, więc widzę, że to ma sens. Na początku sama powiedziała: dobra, trochę na próbę, zobaczymy. A ja już widzę efekty i widzę kierunek. To też osoba, która potrafi ze mną rozmawiać, w końcu to moja siostra i ma chyba jedno z największych doświadczeń w rozmawianiu ze mną.
Mam dużo więcej czasu, mniej rzeczy na głowie, a biznesy mają się lepiej. Nie pierwszy raz tak się dzieje, że w momencie, kiedy oddaję komuś zarządzanie, biznes ma się lepiej. To chyba nie jest dla mnie komplement, ale się cieszę. Jestem zdecydowanie bardziej przedsiębiorcą niż prezesem.
W grudniu: jedna rzecz
Kolejne wzrosty w drugiej firmie i to chyba cieszy mnie najbardziej, bo działamy w siedmiu krajach. Cele, które były na przełomie kwietnia i maja, i to, o czym rozmawialiśmy we wrześniu, dzieją się teraz. Realizujemy kolejne kampanie dla krajów, które są poza Europą, ale mocno działamy też w Europie i nie tylko w finansach. Jesteśmy przygotowani na kolejne trzy kategorie działań.
Grudzień był najbardziej porządkowy i najbardziej stabilny. Zaczęły się plany na kolejny rok, co dla niektórych brzmi dziwnie w kontekście tego, co wydarzyło się w 2020 roku, ale planujemy na 2021 rok i wyznaczamy sobie konkretne cele. Trwa oczekiwanie na premierę książki „rozwiń swoją firmę” i szkolenie o tym samym tytule w wersji online, które też poszło bardzo fajnie. Myślę, że akurat to szkolenie będę robił jeszcze częściej.
Moja lekcja z grudnia jest chyba kluczowa. Na przełomie listopada i grudnia przeczytałem takie książki jak „Jedna rzecz”, „Praca głęboka” i „Esencjalista”.
Codziennie zadaję sobie pytanie: jaką jedną rzecz mogę zrobić w danej sytuacji, przy danym celu, biznesowym czy zdrowotnym, dzięki której wszystko inne będzie łatwiejsze albo przestanie mieć znaczenie? To jest dobre pytanie. Kiedy znajdziesz tę jedną rzecz, po prostu rozwala mózg.
Chciałbym, żeby kolejny rok był taki, w którym w podsumowaniu będę mógł powiedzieć więcej rzeczy większych niż tych codziennych. Chodzi mi o to, żeby robić większe rzeczy. Teraz mogę powiedzieć: napisałem książkę, premiera lada moment. To jest coś dużego i fajnego. To, że w którymś miesiącu zrobiłem dużo rzeczy i dużo odhaczyłem, znaczy tylko tyle, że miesiąc był efektywny. Ale na koniec roku, a co dopiero na koniec życia, pytanie brzmi inaczej: czy zrobiłem coś przełomowego, coś rozwijającego? Nie do końca. Dlatego dużo bardziej interesują mnie teraz rzeczy, przy których pracuję nad czymś, co ostatecznie da duży efekt, a niekoniecznie mnóstwo małych działań.
Czego tu jeszcze nie powiedziałem: mastermind
Cały czas należę do grupy mastermindowej, a teraz stworzyliśmy drugą, z osobami, które zaczynają zajmować się szkoleniami. W pierwszej jestem od około dwóch lat, razem z innymi przedsiębiorcami: z Michałem i z Kamilą. W czasie pandemii spotykaliśmy się co tydzień, normalnie spotykamy się co dwa tygodnie online, na zoomie.
Na ostatnim spotkaniu im podziękowałem. Przez większość czasu chyba nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo to jest dla mnie wartościowe i jak ważne jest rozmawiać o tym z innymi przedsiębiorcami. Bardzo polecam grupy mastermindowe z odpowiednimi osobami. Kiedy jest dobrze i zaczynam trochę za bardzo odlatywać, ściągają mnie na ziemię. Kiedy jest trudno, pokazują ścieżki i to, jak wygląda to u nich. Ja działam tak samo, więc jesteśmy dla siebie bardzo fajnym wsparciem.
Co przede mną
Czuję, że nie będę teraz tak długo otwierał i rozwijał kolejnych firm. Mam wokół siebie dużo osób, z którymi współpracuję od dawna i które bardzo dobrze radzą sobie z rozwijaniem tego, co już mamy. A ja wyżywam się gdzie indziej. Dużo wymyślam i kreuję wtedy, kiedy robię doradztwo. Kiedy przychodzą do mnie ludzie z tematami biznesowymi i marketingowymi, mogę dać konkretne rzeczy do zrobienia, a te osoby tego pilnują.
Wystartował właśnie bardzo fajny program, w którym pracuję intensywnie z przedsiębiorcami przez 10 tygodni. Robimy w tym czasie sześć spotkań, co dwa tygodnie, i od pierwszego do ostatniego mija równo 10 tygodni. Te osoby dostają konkretne zadania, które przekładają się na zwiększenie sprzedaży i bezpieczeństwa. Czuję się tak, jakbym rozwijał kolejny swój biznes, tylko bez konieczności robienia wszystkiego samemu.
Jeżeli chcesz popracować ze mną w takim trybie przez dłuższy czas, to roczny mentoring jest rozwinięciem tego pomysłu.
Do tego szkolenia, a szczególnie sesje pytań i odpowiedzi, oraz webinary. Chcę zrobić 12 webinarów w nadchodzącym roku. Trzy mam już przygotowane, więc pierwszy kwartał jest zamknięty. W tym roku pojawiły się pierwsze webinary i to było bardzo fajne. Z optymizmem patrzę w przyszłość.
Podziękowania i to, co z tego roku biorę dalej
Chcę podziękować osobom, z którymi cały czas współpracuję. Tym, z którymi przechodziliśmy trudne momenty. Tym, które mnie wspierały, i tym, które ja mogłem wspierać. Ale też tym, z którymi w tym roku musiałem się rozstać, czy to dlatego, że trzeba było zakończyć współpracę, żeby biznes dalej przetrwał, czy dlatego, że te osoby odeszły same.
Miałem szczęście spotkać dużo fajnych, ciekawych osób i dużo się od nich nauczyć. Dla mnie to był rok, z którego wyciągnąłem naprawdę dużo lekcji. Nie wiem, czy nie był to najbardziej edukacyjny rok ze wszystkich, jakie dotychczas miałem. Myślę, że to jest coś, co spowoduje, że kolejny rok będzie bardzo dobry.
Nie mogę powiedzieć, że był najlepszy biznesowo. Patrząc na ostatnie kilkanaście lat mojej przedsiębiorczości, nie był to najgorszy rok, ale nie był też w top 3. Natomiast to, w jaki sposób się obroniliśmy, jak działaliśmy i w jakim jesteśmy teraz miejscu, najlepiej podsumowuje pewna rozmowa. Dostałem ostatnio prognozę od Jarka, z komentarzem, że nie chce być pesymistą, że prognoza jest świetna, ale wyniki mogą być trochę gorsze. A ja na to patrzę i mówię: co byś powiedział na przełomie marca i kwietnia, gdyby ktoś ci powiedział, że w grudniu będziesz miał taką prognozę? Uwzględniając to, co się działo, jaką drogę przeszliśmy i jakie mamy teraz perspektywy, wtedy bardzo byśmy chcieli, żeby to było możliwe.
Jesteśmy bogatsi o doświadczenia, jak co roku, ale tym razem naprawdę solidnie. Widzę, że kolejny rok może być po prostu najlepszy ze wszystkich, jakie dotychczas miałem, mimo że moje zaangażowanie czasowe może nie być aż tak duże jak w niektórych poprzednich latach.
Jeżeli układasz teraz swój kolejny rok, zajrzyj do tekstu o tym, dlaczego postanowienia noworoczne się nie spełniają. Warto wyciągać lekcje z tego, co się wydarzyło, i mimo wszystko wyznaczać sobie cele.


