Zanim zaczniesz biegać — buty, skarpetki, koszulka. Zanim zaczniesz pisać bloga — aplikacje i nowy laptop. Zanim zaczniesz biznes — logo. To nie jest przygotowanie. To odkładanie startu na później.
Jeżeli wolisz obejrzeć:
Jeżeli wolisz posłuchać:
W bieganiu chodzi o bieganie
Będę biegać. Od czego zacząć? Oczywiście od sprawdzenia, jakie są teraz najlepsze buty, w jakich skarpetkach się biega, jakie są trendy, jaka koszulka, jakie spodenki — żeby nic nie obcierało i żeby stopa dobrze się układała.
Nie. W bieganiu chodzi o bieganie. Ubierasz buty, wychodzisz i biegniesz.
Tak samo jest z blogowaniem. Nie musisz znać dziesięciu aplikacji, mieć najnowszego Maca ani siedzieć w modnej kawiarni nad sojową latte i czekać na wenę, żeby napisać pierwszy wpis: „Cześć, właśnie postanowiłem być blogerem, śledźcie mnie, bo będzie się działo!”. Zero wartości — bo więcej sprzętu niż talentu.
Nie chodzi o ujmowanie talentowi. Chodzi o to, że ten talent najczęściej masz i nie da się go ukryć. Tylko zamiast korzystać z zasobów, które są pod ręką, uznajesz, że wciąż brakuje Ci sprzętu. Chcesz ruszyć z YouTube’em i zaczynasz od czytania recenzji wszystkich kamer i aparatów. A prawdopodobnie wszystko, czego potrzebujesz na start, masz już w swoim telefonie — na tyle, żeby sprawdzić, czy to w ogóle Twoje.
Kamper, na którego czekali trzydzieści lat
Małżeństwo przez dwadzieścia, trzydzieści lat odkładało na kampera. Postanowili, że kupią go, gdy przejdą na emeryturę, i wtedy zaczną podróżować. Minęło trzydzieści lat, pieniądze się uzbierały, w dniu emerytury kupili kampera i pojechali.
Po tygodniu okazało się, że w ogóle im się to nie podoba. To była ich pierwsza wycieczka kamperem — wcześniej znali go tylko z obrazków. Dopiero na miejscu wyszło, że trzeba jeździć na pola kempingowe, ciągle coś podpinać i obsługiwać, że pola są najczęściej w lesie, komary gryzą, woda nie taka ciepła, śniadania nie ma. Stwierdzili, że wolą hotelik z all inclusive i odpoczynek na plaży.
Mogli wynająć kampera na jeden siedmiodniowy wyjazd zaraz po tym, jak podjęli decyzję. Dwadzieścia dziewięć lat wcześniej wiedzieliby, że to jednak nie to, i mogliby wybrać inny cel.
Nie mam nic przeciwko odkładaniu — wręcz odwrotnie, jestem fanem. Chodzi o to, żeby odkładanie i czekanie nie stało się celem samym w sobie i żeby po trzydziestu latach nie okazało się, że nie o to Ci w życiu chodziło.
Zasada trzydziestu dni
Moja żona ma na to sposób, moim zdaniem cudowny. Mówi: „Zaczynam biegać i kupiłabym sobie te fajne buty. Ale robię tak: jeżeli przez trzydzieści dni będę biegać przynajmniej co drugi dzień, to je sobie kupię”.
To ma sens. Sprzęt jest nagrodą za konsekwencję, nie warunkiem startu. Po tych trzydziestu dniach może się okazać, że w butach, które masz, jest wszystko w porządku. Albo że podobają Ci się już inne. Albo że w ogóle tego nie realizujesz. Gdybyś kupił je od razu i ani razu nie wyszedł pobiegać, leżałyby w szafie do dziś.
W biznesie jest dokładnie tak samo
Ktoś zaczyna biznes od szukania biura. Albo od zrobienia logo. A biznes to co innego:
- grupa docelowa,
- klient,
- przewaga konkurencyjna,
- przepływy,
- pieniądze,
- finansowanie.
Logo ma znaczenie, rozumiem — to marketing i marka. Tylko nie jest pierwszą rzeczą, od której zaczyna się biznes. Są firmy, które nazwę mają z czyjejś pomyłki, i świetnie funkcjonują.
Popatrz dziś na swój biznes i zadaj sobie dwa pytania:
- Jakie trzy rzeczy mogę zrobić, żeby szybciej się rozwijał?
- Jakie trzy rzeczy mogę zrobić, żeby zrobić w firmie oszczędności?
Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek odpowiedział, że to dzięki logo jego biznes ekstremalnie urósł. Rozwój bierze się raczej z poprawionej oferty — nie tylko lepiej napisanej, ale realnie dającej większą wartość i szersze dotarcie do klienta — oraz z budżetu, żeby ją wypromować.
Fryzjer z dziesięcioma stanowiskami
Fryzjer tak bardzo wierzy w swój sukces, że bierze potężny kredyt. Otwiera salon przy głównej ulicy, od razu na dziesięć stanowisk — wielka szklana witryna, duże lustra, najnowszy sprzęt w leasingu, zapas do każdego stanowiska. Nie ma jeszcze ani asystentki, ani pierwszego klienta.
Nie o to chodzi. Nawet jeśli jesteś świetnym fryzjerem, zacznij po prostu od klientów. Kiedy kolejka będzie dłuższa, niż jesteś w stanie obsłużyć sam, otworzysz drugie stanowisko: znajdziesz dobrego człowieka, przeszkolisz go i przekierujesz do niego część kolejki. Jeśli kolejka się nie skróci — zrobisz kolejne. Z zysków, które będziesz miał z tej pracy.
To jest bezpieczny rozwój, na który da się przygotować. Kiedy widzisz, że dziewięćdziesiąt procent grafiku jest zajęte, szukasz kogoś i wdrażasz na pół etatu. Nie tracisz ani jednego klienta i nie musisz czekać z zatrudnieniem pierwszej osoby, aż stanie dziesięć stanowisk.
Zakredytowanie się na coś, na co nie ma jeszcze potrzeby, to nie jest przygotowywanie się na sukces. To raczej budowanie sobie porażki — bo jeżeli cokolwiek pójdzie nie po Twojej myśli, masz problem.
Ta jedna rzecz: zacznij tym, co masz
Robię to, co mogę. Wtedy, kiedy mogę. Zasobami, które mam. Czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale robię z tym, co jest — i to działa na czasy dobre, i na złe.
Zobacz, co Cię ogranicza. Co uważasz, że musisz mieć, żeby ruszyć? W jaką współpracę wejść, do kogo się odezwać? Czy naprawdę potrzebujesz tego sprzętu — czy tylko sposobu, żeby jeszcze chwilę nie zaczynać?
Wypisz sobie wszystko, na co czekasz. Przy każdej pozycji odpowiedz na jedno pytanie: czy bez tego naprawdę nie da się zrobić pierwszego kroku? Najczęściej da się.
Szukasz pomocy?
Chcesz przejść przez to z kimś, kto to robił? Zobacz: Roczny Mentoring z Marcinem Kokoszką.


