Kredyt frankowy – jak odzyskać pieniądze? #ODDŁUŻENIA

O co chodzi z frankowiczami i tymi wszystkimi kredytami frankowymi?


Dzisiaj trochę się wspieram kartką, dlatego, że mam konkretne informacje. Do tego odcinka pomogła mi się przygotować kancelaria eMediator Legal, kancelaria prawna Bratek i Kokoszka. Dostałem od dziewczyn informacje na temat tego, co konkretnie mogę powiedzieć, żeby dobrze wytłumaczyć temat związany z frankami. Dlatego, że z jednej strony jest bardzo głośnym tematem i dużo osób o tym mówi, a z drugiej strony wzbudza sporo kontrowersji także. Część osób mówi: ja mam kredyt w złotówkach, miałem wyższą ratę i teraz płacę dalej wysoką ratę, a ci, co mieli franki, wreszcie mają trochę wyższą ratę, a wcześniej mieli za niską.

Czy to dobrze czy źle, czy rząd powinien w ogóle komuś pomagać, czy nie powinien. Czy jako społeczeństwo powinniśmy np. z podatków spłacać część tych rat, co się nie wszystkim podoba. Ale też z drugiej strony patrzmy na to, że część tych osób dostało ratę, na którą w tamtym momencie miało zdolność. I znowu się pojawi część osób, która powie: to oni nie wiedzieli co brali, czy wiedzieli?

Trzeba przyznać, że dużo osób rzeczywiście nie wiedziało. Mało tego. To, że osoby, które brały ten kredyt, nie wiedziały do końca co biorą, to jest jedno. Ale to, że osoby, które im to sprzedawały, nie wiedzą, co sprzedawały. Wychodzi to teraz na zeznaniach, przesłuchaniach w sądach, gdzie ci ludzie nadal nie wiedzą tak naprawdę, co wtedy sprzedawali, a wtedy kompletnie nie wiedzieli.

To jest dobry sygnał, żeby zastanowić się nad tym i powiedzieć, jak to jest, że osoby, które na co dzień może nie biorą regularnie kredytów i chciały raz w życiu wziąć kredyt na dom, miały kredyt samochodowy czy gotówkowy i chcieli wziąć kredyt związany z nieruchomością. Poszli do banku i zostało im coś sprzedane przez kogoś, kto nawet nie do końca wiedział czym to jest, to tak naprawdę, jeżeli ktoś do dzisiaj nawet nie wie o co chodzi w kredytach frankowych, jak się to przewalutowuje, jakie jest z tym związane ryzyko, to jak wtedy ta osoba mogła wskazać ryzyko temu klientowi, jak mogła powiedzieć, że to ryzyko rzeczywiście istnieje.

Dlatego ja dzisiaj nie obwiniałbym osób, które brały kredyty frankowe, a raczej popatrzyłbym na to, jak wtedy wyglądał temat mediów wokół tego, jak poszczególne osoby, banki czy poszczególni pracownicy tych banków, w jaki sposób to sprzedawali.

Przechodząc już dalej do tego, jak to w ogóle się działo, o co tyle krzyku i dlaczego uważam, że rzeczywiście spora część tych osób ma prawo dochodzić swoich roszczeń, po to, żeby chociaż zejść z tematem tej wysokości raty do tego, co mieli obiecane, a tak się czuli. Ja nie mówię o tym co jest teraz i jak się bronią banki, tylko mówię o tym, jak to wygląda ze strony konsumentów, osób, które takie kredyty brały.

Przede wszystkim było to tak, że przychodzili i mówili jaką potrzebują kwotę w złotówkach, po czym było to przeliczane na kredyty frankowe po odpowiednim kursie, przy czym z powrotem było to wypłacane w złotówkach, było to przewalutowywane wirtualnie na tą teoretycznie frankową walutę, po czym klienci, deweloper, czy ktoś, do kogo szły te pieniądze, dostawały złotówki, po czym mieli wysokość raty podawaną we frankach, którą klienci spłacali w złotówkach po kursie, który – uwaga – był wymyślany dosłownie przez różne osoby w banku, które akurat były za to odpowiedzialne.

Jak o tym myślę, to mówię: ile zmiennych, ile rzeczy, które w ogóle nie są regulowane w żaden sposób i dlaczego jest tyle przewalutowań – to jest pierwsza rzecz. Może to nie jest najważniejsza rzecz czy taka, która najbardziej boli ludzi, którzy wzięli kredyt frankowy, ale spójrzcie, że tutaj mamy tyle przewalutowań, żeby tak naprawdę ktoś dostał złotówki i spłacał złotówki, ale cały czas mówimy o kredycie frankowym i o tym, że na każdym takim przewalutowaniu, który ma wpływ nie tylko na wysokość raty, ale na wysokość salda jakie zostało do spłaty.

Jako współwłaściciel kancelarii Bratek i Kokoszka regularnie widzę sprawy naszych klientów. Wiem, że ludzie, którzy dosłownie już ponad 10 lat spłacają, mają klientów co spłacają taki kredyt po 11 lat, i dzisiaj saldo do spłaty mają większe niż w momencie, kiedy podpisywali tą umowę. Mimo tego, że spłacają przez 11 lat kredyt hipoteczny ze sporą ratą, która i tak urosła blisko dwukrotnie albo ponad, różne są sytuacje. Oczywiście na przestrzeni czasu, można by to uśredniać, ale trzeba też patrzeć na te negatywne scenariusze. Mimo tego, że rata jest dużo większa niż miała być, to saldo do spłaty jest dużo większe niż kiedy 10-11 lat temu podpisywali te umowy. Więc nieważne czy ktoś jest zwolennikiem tego czy pomagać frankowiczom czy nie, to każdy musi się z tym zgodzić, że to nie jest w porządku. Tak nie powinno to wyglądać, jeżeli ktoś regularnie płaci.

Inną sprawą są sytuacje, które widzimy nie tylko w kredytach frankowych, ale ogólnie w zobowiązaniach, że ktoś się nie wywiązuje z umowy i tu też trzeba popatrzeć, czy to jest z jego winy czy nie. Ale ogólnie, jeżeli ktoś się nie wywiązuje z tej umowy, miał różnego rodzaju kary umowne zapisane, nie zawsze można coś z tym zrobić, czasami jest to nawet normalnie wpisane w ryzyko danego przedsiębiorstwa i nie możemy mówić, że to banki czy firmy pożyczkowe są takie złe, bo też ryzykują, pożyczają kapitał, też udzielają finansowania i być może pewne rzeczy mają wpisane w ryzyko. Dużo bardziej jestem w stanie zrozumieć takie sytuacje, kiedy klient nie spłaca, bank zaryzykował, najnormalniej w świecie ma jakieś straty, przy czym – tak, jak mówię – też trzeba popatrzeć na to w taki sposób, jak to wyglądało i czy naprawdę ma straty, jak to wyszło.

Wracając do osób, które rzeczywiście spłacają albo już spłaciły. Czasami rozmawiamy w taki sposób, mówimy: dobra, już mam święty spokój, w końcu jest to spłacone, jest z głowy. Ale jeżeli spłaciliście dużo więcej niż mieliście spłacać, to możecie odzyskać te pieniądze. Przynajmniej nigdy nie mówię, że na 100%, ale oczywiście są szanse.

Dlaczego tak twierdzimy, dlaczego na podstawie informacji, które dostałem z kancelarii, tego, jak sobie o tym rozmawiamy, mogę tak powiedzieć? Bo przede wszystkim coraz częściej sądy to widzą i mówią, że tam te klauzule są uznawane za abuzywne. Co to oznacza? Że niektóre zapisy w tych umowach są uznawane za niewiążące od samego początku. Jeżeli coś jest niewiążące, to np. trzeba spłacać z oprocentowaniem LIBOR, wtedy jest spłacane po innych stawkach. Co się dzieje dalej? Bardzo często w tych umowach jest tak dużo klauzul abuzywnych, że całą umowę trzeba uznać za taką, która zostaje rozwiązywana wstecz, tak jakby nigdy nie doszła do skutku. Wtedy trzeba zwrócić uwagę, jakie to ma skutki i tak naprawdę strony powinny sobie oddać to, co już dostały, a to jest czasami ciężka sytuacja. Ktoś powie: jak to, dostałem przecież kilkaset tysięcy złotych na zakup domu. Ale to nie jest tak, że teraz nagle ta osoba ma oddać kilkaset tysięcy złotych, bo trzeba popatrzeć ile już spłaciła. I nagle może się okazać, że do spłaty zostało dużo mniej. W tym momencie, kiedy jest jakaś nieruchomość, można postarać się o inny kredyt na spłatę pod zabezpieczenie tej nieruchomości, czyli chociażby pożyczkę hipoteczną, jeżeli w BIK-u sytuacja jest w miarę dobra. Oczywiście zawsze zależy od indywidualnego podejścia i trzeba przemyśleć, czy w ogóle o coś takiego warto się starać, czy chcemy do tego dążyć.

Ale są sytuacje, w których mamy konkretnie wyliczone, że jeżeli do tego dojdzie, to ktoś będzie miał 10 lat wcześniej spłacony kredyt. Po prostu już teraz będzie miał tak naprawdę nadpłatę, a zostało mu do spłaty jeszcze 10 lat. Albo np. spłacania mu zostanie na 3 lata zamiast 13. Mniej więcej taki widzimy okres, że ludzie potrafią zaoszczędzić nawet 10 lat spłacania kredytu hipotecznego, gdzie najczęściej rata kredytu hipotecznego to jest największa pozycja w budżecie domowym jeśli chodzi o koszty. Według mnie coś ogromnego.

Kolejna rzecz, osoby, które już spłaciły, pokazują nam umowę, podajemy konkretne zapisy w tych umowach, które mówią o tym, że prawdopodobnie spłacili za dużo. Dlaczego mówię: prawdopodobnie? Bo nie my decydujemy. Zawsze trzeba iść do sądu. Nie czarujemy się i nie mówimy, że pewne rzeczy można załatwić na etapie polubownym. Oczywiście, że próbujemy je załatwić na tym etapie i trzeba iść do sądu. Tak to po prostu funkcjonuje. Tak samo, jak bardzo często jest to w polisolokatach, o których też tutaj rozmawiałem, że mimo tego gdzie wynik jest może nie przesądzony, ale bardzo prawdopodobny, to po prostu trzeba iść do sądu, ponieść związane z tym koszty i poczekać. Niestety, ale ten czas jest tutaj bardzo ciężki dla niektórych. Mówią: ledwie wiążemy koniec z końcem. Nie mamy np. dwóch, trzech lat, żeby to wygrać. A to może nawet tyle trwać, żeby to wygrać. Żeby w końcu spłacać mniej, musimy zrobić coś szybciej. Póki co nie znam rozwiązań na to, żeby zrobić coś z tym szybciej. A trzeba też zwrócić uwagę, że jeżeli tego nie zrobimy, to kto wie czy ten kurs nie pójdzie jeszcze dwukrotnie w górę za 5, 10 lat. Bardzo często ludzie mają umowy na 20 i więcej lat do przodu.

Niektórzy z naszych klientów mówią coś takiego, co bardzo dało mi do myślenia, słucham tego i to już od naprawdę kilkunastu, kilkudziesięciu miesięcy jako jedna z głównych podstawowych motywacji – mówią: już trudno z tym, co zapłaciliśmy, trudno, że teraz płacimy tak wysoką ratę. Ale my się boimy przyszłości, bo nie wiemy co nas czeka. Wcześniej w ogóle nie byliśmy uprzedzeni o tym, nie byliśmy gotowi na to, że ta rata pójdzie aż tak w górę jak poszła teraz, ale boimy się tego, że może pójść jeszcze bardziej. Więc boimy się tak naprawdę bardziej o przyszłość niż o to, co już zapłaciliśmy i jakoś daliśmy radę, żeby to spłacić.

Oczywiście, jak siadamy do tego, to walczymy o jedno i drugie, o to, żeby na przyszłość mieć nowy harmonogram, odpowiednio to przeliczone i wstecz, żeby odzyskać pieniądze, które w naszej ocenie często się po prostu klientom należą. Ale tak, jak mówię, dla tych osób bardzo często ta przyszłość jest ważniejsza od tego, co już się wydarzyło. To nie są moje przemyślenia, tylko to jest to, co usłyszałem w rozmowach z osobami, które są w takich sytuacjach.

Jeszcze raz powtórzę, że niezależnie od tego czy ktoś uważa, że to jest w porządku czy nie w porządku, czy w jaki sposób to powinno być rozwiązane, moim zdaniem niekoniecznie państwo powinno w tym temacie pomagać. Może nie wszyscy się z tym zgodzą, natomiast myślę, że problemów społecznych ogólnie jest bardzo dużo. Tutaj sądy rozstrzygają te sprawy i tak, jak w wielu innych sytuacjach, jeżeli ktoś jest w takiej sytuacji, w jakimś stopniu każdy z nas brał w tym udział. Każdy, kto brał taki kredyt, nawet jeżeli taka osoba czuje się oszukana, to teraz może próbować dochodzić swoich praw i racji w sądzie. Po to one są stworzone i wtedy warto.

Wiem, że nie wszyscy mogą się ze mną zgodzić, ale dlatego zapraszam Was do komentowania. Mam również obiecane od osób z kancelarii, że będziemy bardzo aktywni, jeżeli chodzi o odpowiadanie na te komentarze.

Jeżeli z czymś tutaj się nie zgadzacie, napiszcie i powiedzcie, co myślicie zarówno ze spraw takich miękkich, stricte ideologicznych, jak i ze spraw konkretnie twardych, prawnych. Być może czegoś nie dopowiedziałem, być może można coś dodać. Wtedy osoby, które są za to odpowiedzialne, powiedzą mi, co tam napisać albo konkretnie te osoby zaczną się udzielać i po prostu odpowiedzą klientom czy osobom, które są tym tematem zainteresowane zarówno w sprawach takich miękkich, możemy wejść w dyskusję, pod warunkiem, że będzie to kulturalna rozmowa, jak i w sprawach stricte prawnych i takich tematach, co w ogóle z tym można zrobić.

A jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany przeanalizowaniem swojej umowy kredytu frankowego, to można się zgłosić przez stronę eMediator.pl, której też jestem właścicielem jako firmy oddłużeniowej lub przez kancelarię Bratek i Kokoszka, która dzisiaj pomogła mi się przygotować do tego materiału.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.